Nagranie LVI oraz LVII sesji Rady Gminy


Dzięki uprzejmości Wójta Gminy Świerklaniec nagranie LVI oraz LVII sesji Rady Gminy jest już dostępne na stronie Stowarzyszenia SPIRIL.

Przebieg sesji Rady Gminy, został zarejestrowany przez pracowników Urzędu Gminy (za pomocą sprzętu należącego do Gminy).

http://www.spiril.org -> Samorząd -> Kadencja 2010-2014 bezpośredni link
http://www.spiril.org/?s=sam&q=l&d=20140811
http://www.spiril.org/?s=sam&q=l&d=20140828



belfer

Czy Gmina Świerklaniec to na pewno jeszcze Polska?

Właśnie obejrzałem zamieszczone w bieżącym poście nagranie z LVII sesji Rady Gminy Świerklaniec. W końcowej części sesji (nagranie 3), Wójt przedłożył radnym do przyjęcia dokument dotyczący Programu Ochrony Środowiska na kolejne lata.
Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że kilku radnych poddało w wątpliwość fachowość i rzetelność sporządzonego opracowania. Przedstawione przez nich merytoryczne uwagi ewidentnie wskazują, że dokument nie tyle należy poprawić, co raczej zdecydowanie odrzucić i przeredagować.
Ten sam Wójt, który nawet na tej samej sesji, mówiąc o przyszłości Olimpijczyka Nowe Chechło bezradnie rozkłada ręce z „powodów formalnych” czyli „litery prawa”, zmusza radnych do przyjęcia „gniota”, który będzie przecież dokumentem prawa lokalnego.
Jego argumenty typu, „przecież to tylko plany, a i tak się ich nie będzie realizować, no może w 20%”, czy że „przecież te cieki wodne to i tak rowy, więc nie ma znaczenia, jaką mają długość czy nazwę”. Nie jest problemem, że według dokumentu mieszkamy w powiecie tarnowskim, a Brynica to Strzybnica. Jak też, nie jest ważne, dokąd rozciąga się granica gminy. To, że w planach nie ujęto największego sołectwa, czyli Nakła Śląskiego, też jest zdaniem Wójta „przeoczeniem”. Urzędniczka gminna odpowiadająca za weryfikację dokumentu stwierdza, że „przecież te nazwy i wszystkie inne dane są spisane z poprzedniego takiego dokumentu”. Czyli jeżeli raz napisaliśmy głupoty, to niestosowne jest ich korygowanie.
Najzabawniejsze jest jednak to, że jak Przewodniczący Rady proponuje Wójtowi wyjście z twarzą i wycofanie projektu z porządku obrad, ten walczy o niego jak lew. Szybko jednak okazuje się dlaczego. Dyskutowanie nad projektem nie ma żadnego sensu, bo został on już wcześniej „przyjęty i zapłacony”. Nie można więc prywatnej firmie, która go opracowała zwrócić publikacji lub zerwać z nią umowy. Głosowanie nad projektem na Radzie Gminy, było więc tylko wymogiem formalnym, i to czy tego Przewodniczący sobie życzy, czy też nie, nie ma znaczenia.
Pod naciskiem radnych Wójt wszedł na kolejną minę. Zgłosił do głosowania projekt z poprawkami. Czyli najpierw dopuszczamy studenta do obrony pracy magisterskiej, zatwierdzamy jego upragniony tytuł, a potem pracę odsyłamy pod obrady Rady Wydziału, żeby sprawdziła czy spełnia ustawowe wymagania. Jednak w tym przypadku Radę Wydziału stanowi komisja gminna, od której członków nie można wymagać biegłej znajomości zagadnień poruszanych w dokumencie. Jeżeli się mylę, to po co zlecać opracowanie tego typu dokumentów wyspecjalizowanym firmom, skoro i tak sami będziemy je ostatecznie redagować?
Najciekawsze było głosowanie. Po pierwszym wezwaniu Przewodniczącego do głosowania za przyjęciem „gniota” nic się na sali nie działo. Myślałem nawet, że nam radni sporządnieli i zdają sobie sprawę ze śmieszności sytuacji. Myliłem się, po ponownym wezwaniu, z dużym opóźnieniem, patrząc sobie głęboko w oczy radni podnosili wysoko „łapki”. Tylko czterech z nich nie dało się przerobić na błaznów.
Panowie radni, czy mieszkacie jeszcze w Polsce, czy może w jakiejś bananowej republice?